Włodzimierz Swoiński

Tadeuszu!

Mieć takiego Przyjaciela to ogromne szczęście i wielka przyjemność, ale Jego utrata to jeszcze większy ból i smutek.

Tak, Tadeusz Chęsy był moim przyjacielem – niekwestionowanym. Nasza przyjaźń wywiązała się z kontaktów zawodowych, które zaistniały od momentu powstania 
mojej firmy Arspol, czyli w 2 lata po powstaniu POZKALA. W swoim wspomnieniu o Tadeuszu pominę jego wspaniałe osiągnięcia na polu zawodowym, biznesowym, zaznaczę jednak, że były olbrzymie. Wiem też, że o tym napiszą inni i będzie to długa opowieść, bo temat jest bogaty.

Nasza współpraca pomiędzy firmami od samego początku odbywała się na zasadach pełnego zaufania, dżentelmeńskości, pomocy i pełnego zrozumienia, pomimo czasem różnych interesów. To było możliwe, bo istniał pomiędzy nami pełen szacunek. Coraz bardziej rozwijająca się współpraca spowodowała, że między nami wytworzyły się prywatne relacje, które również objęły nasze rodziny. Tadeusz był człowiekiem, który mimo swoich licznych obowiązków, zawsze bardzo dbał o rodzinę i właśnie ta cecha nas do siebie zbliżyła.

Również nie był obojętny na problemy jego bliskich przyjaciół, i tak muszę powiedzieć, że kiedy miałem słabsze dni, on był przy mnie i na odwrót, ja w chwilach jego słabości byłem przy nim. W trakcie naszych spotkań przy długich dyskusjach na różne tematy, zawsze znaleźliśmy czas na informacje o naszych rodzinach, o ich problemach i sukcesach.

Mocną stroną naszej przyjaźni były wspólne zainteresowania, a muzyka chyba dominowała. Uwielbiałem wszystkie imprezy kulturalne, sponsorowane czy organizowane przez Pozkal. 
Tadeusz angażował do nich wielkie postacie polskiej kultury i tu też wymienić wszystkich trudno, ale warto przypomnieć Panią Walewską, Brodzińską, Pana Ochmana, Morkę i wielu, wielu innych sławnych artystów. Tadeusz reagował bardzo pozytywnie na każdą melodię, a w zapomnienie nigdy nie pójdzie jego intonacja na bazie arii z operetki „Baron cygański” ze zmienionym tekstem i wykonywanie tego utworu z całą widownią teatru w Inowrocławiu. To są chwile wielkiej radości i serca dla każdego, kto tam przebywał.

Jego duża skromność dodawała tej zabawie innego pozytywnego blasku. Podziwiałem to Jego zaangażowanie na polu kultury i sztuki, bo było ono nietuzinkowe. Cieszę się, że i ja mogłem Jemu w tym zakresie stworzyć dużą przyjemność. Było to na 25-leciu Arspolu, gdzie Tadeusz wraz ze swoją przeuroczą małżonką, byli naszymi honorowymi gośćmi. Motywem naszej uroczystości w tle był koncert wideo na dużym ekranie André Rieu z Maastricht. Tadeusz był zachwycony tą muzyką i zaowocowało to powtórką koncertu w Pozkalu, ale nie tylko. W krótkim czasie po uroczystości, wspólnie jechaliśmy na koncert André Rieu do Sopotu. Radość w Jego oczach pamiętam do dziś.

Zamiłowanie Tadeusza do sztuki widoczne było na każdym kroku. Ta Jego wrażliwość owocowała w wielkim zaangażowaniu, w popieranie wszelkich form aktywności kulturalnej, społecznej i oczywiście zawodowej. Poligrafia to jednak też sztuka. Życie zawodowe najlepiej odzwierciedla Izba Pamięci w Drukarni Pozkal. To jest miejsce, przez które musi przejść – odwiedzić, każdy nowy klient drukarni. Tam jest wszystko dotyczące historii drukarni, miasta, rodziny. Oczywiście i mojej osoby to nie ominęło. Bardzo lubiłem tam z nim przebywać i gawędzić o różnych sprawach.  Czuje się tam ducha człowieka, który pamięta, czuje, przeżywa, a tym samym nabiera się do Niego jeszcze większego szacunku.

Być dobrym mężem, ojcem, przyjacielem, szefem, to trudne zadanie, ale nie dla Tadeusza. O rodzinie już wspomniałem, ale na uwagę zasługuje jego wielkie zaangażowanie w opiekę nad swoimi pracownikami. Wokół żadnej sprawy, problemu, Tadeusz nie przeszedł obojętnie. Ufał pracownikom i dbał o nich.

Życie Tadeusza było jednym pędem, ale zawsze pamiętał o bliskich i rodzinie. W tym pędzie zdarzały się czasami sytuacje komiczne, ale nieszkodliwe, a wywołujące uśmiech. Jedna z nich to zapowiedziana Jego wizyta u mnie w biurze, taka krótka, na kawę, bo natłok innych spotkań nie pozwalał na dłużej. Oczywiście Tadeusz nie przyjechał z tzw. pustą ręką. Przywiózł nam kalendarze ścienne na następny rok, które były drukowane w Pozkalu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale w trakcie wizyty okazało się, że kalendarze dotyczą roku poprzedniego. Śmiechu było co nie miara, ale świadczyło o faktycznym życiu w pędzie. 

Na zawsze zostaniesz w mojej wdzięcznej pamięci, Przyjacielu…

Włodzimierz Swoiński