Janusz Józef Kunke

Pan Tadeusz Chęsy był człowiekiem czynu

Prowadzę działalność poligraficzną w Inowrocławiu od 1991 roku. Na przestrzeni lat miałem okazję wiele razy współpracować w drukarnią Pozkal.

Pan Tadeusz był człowiekiem bardzo konkretnym i prostolinijnym.

Był człowiekiem czynu.

W maju 2004 roku miałem okazję z Państwem Chęsy razem z synem Wiktorem uczestniczyć w pielgrzymce do Watykanu, żeby podziękować Papież Janowi Pawłowi II za to, że zgodził się zostać Honorowym Obywatelem Miasta Inowrocław.

W następnym roku, po śmierci Papieża, powstał komitet dla upamiętnienia.

Gdzieś na początku czerwca 2005 roku powstał projekt pomnika JPII.

Pan Tadeusz z wrodzonym instynktem działania stwierdził, że pomnik musi być gotowy na 16 października (data wyboru Papieża) i zapytał kamieniarza Pana Bieńka  ile będzie to kosztować. Pan Bieniek zaskoczony zaczął się tłumaczyć, że musi zrobić kalkulację.  Ale przyciśnięty do muru przez Pana Tadeusza podał cenę.

Następnie Pan Tadeusz zapytał:

Zdążysz?

Tak padła odpowiedź, ale komitet nie ma kasy, zanim uzbiera nie będzie mógł zakupić materiał i termin się opóźni.

Pan Tadeusz bez namysłu stwierdził:

Zaczynaj od jutra, ja wyłożę kasę, a jak uzbieracie to mi oddacie.

W biznesie najbardziej u Niego podobała mi się postawa wygrana – wygrana, albo nie robimy interesu.

W 2009 roku zainwestowałem w druk cyfrowy, namawiałem Artura, syna Pana Tadeusza żeby stworzyć spółkę do obsługi zleceń małych nakładów książek.

Artur nie mówił nie, zastanawiał się.  Zaproponował żebyśmy poszli do Prezesa.

Pan Tadeusz uprzejmie nas wysłuchał, wypiliśmy kawę i od razu dostałem odpowiedź: 

Pozkal sam będzie rozwijał druk cyfrowy, ponieważ w druku cyfrowym jest przyszłość i nie będzie się ze mną dzielił. Z mojej perspektywy wyglądało to inaczej, jednak bardzo ceniłem sobie konkretne podejście bez owijania w bawełnę.

Nigdy też nie bałem się kooperować z Jego firmą ponieważ darzyłem Go pełnym zaufaniem.

O ile w interesach był człowiekiem bardzo konkretnym, to w kontaktach   osobistych był ciepłym i pełnym humoru.

Jesteśmy sąsiadami z Agnieszką i Arturem i do dziś wspominał jak z Arturem w Wigilie na wzajem dla swoich dzieci odrywaliśmy rolę Świętego Mikołaja.

Pan Tadziu tak jak wszyscy recytował wierszyki i śpiewał kolędy.

Ucinaliśmy sobie też pogawędki gdy spotkaliśmy się na spacerach w balczewskim lesie.

Janusz Józef Kunke