Marek Bronisz

Z pamięci o Tadeuszu

Wspominanie, zwłaszcza znajomych, którzy udali się w ostatnią podróż powoduje dreszcz emocji, jest znakiem naszej kruchości i przemijania. Jestem lekarzem i z tego powodu nasze drogi się skrzyżowały. Oczywiście nie będę pisał o chorobie, ale obserwacja o tym jakim był pacjentem dużo mówi o Tadeuszu.

Zanim, wespół z innymi zostałem jego lekarzem pomagałem wielu znajomym Tadeusza, oczywiście na jego prośbę. Pokazuje to jego życzliwość i troskę w stosunku do otaczających go ludzi, warto zauważyć, że nie była to wybiórcza dbałość o ustosunkowanych znajomych na rewanż których można liczyć. Wysłuchałem wówczas wiele dobrych słów na temat mojego przyszłego podopiecznego. Wreszcie sam Tadeusz został moim pacjentem.

Tu nasuwa się drugie spostrzeżenie- szybko, wszystko szybko, w biegu. Na przysłowiowe dobre rady o odpoczynku, zmniejszeniu intensywności pracy pobłażliwie milczał i kiwał głową, ale ich nie stosował. Czas upływał, chorób i to poważnych przybywało, a mój pacjent i znajomy okazywał się człowiekiem konsekwentnym, może nawet upartym w realizacji swoich pasji, ale również cierpliwie znoszącym niedomagania.

Tadeusz umiał spojrzeć z dystansem na siebie i otaczającą go rzeczywistość, ujmował cechą której okazywanie wymaga delikatności – potrafił być wdzięczny. W mojej bibliotece wiele książek jest tego świadectwem, wiedział, że lubię czytać i znał moje preferencje. Boże Narodzenie, Wielkanoc, w te szczególne chwile, ale także w trudnych momentach Tadeusz pamiętał zawsze o wszystkich, którzy go otaczali.

Nasza ostatnia rozmowa była krótka, podszyta lękiem o przyszłość, informował mnie o hospitalizacji. Niestety kolejne wieści były złe, w końcu nadeszła ta najgorsza. Pozostaje smutek z powodu odejścia Tadeusza, ale czuję się wdzięczny losowi, że mogłem go poznać.

Marek Bronisz