Roma Koper-Małynicz

CZŁOWIEK KOLORU SZAREGO? – NIE!

Szykowałam się do pracy na popołudniową zmianę. Taty jeszcze nie było. Jak wracałam, zwykle już spał i tak się mijaliśmy. Zapytałam kiedyś:
− Tato, nie pracujesz zbyt ciężko?
− Pracę należy szanować dziecko, bo jest, więc należy szanować − odrzekł.
Kiedy witałam go na lotnisku w Toronto wyglądał, jakby dopiero opuścił wygodny fotel prezesa.
Mama powie, że go głodziłam − pomyślałam, gdy się żegnaliśmy.
Przez cały pobyt w Kanadzie nie widziałam zmęczenia na jego twarzy, tylko tęsknotę. Tęsknotę za mamą, tęsknotę za domem. Dostrzegłam jednak coś jeszcze, błysk w oku, jakby coś planował, tylko nie chciał zapeszyć. Znałam to spojrzenie, więc nie pytałam.
Nie wyszło − usłyszałam później.
Co nie wyszło, tato?
No, ta maszyna do drukowania etykietek. Miałem ją kupić do spółki z Tadziem, ale nie wyszło. Kupił maszynę drukarską.
Tadziu miał powiedzieć: − Masz mądrą żonę. Niech coś napisze, ja wydrukuję, a ty sprzedasz. Wszyscy zarobimy.
Od kiedy sięgam pamięcią mama zawsze coś pisała. Była metodykiem historii i twierdziła, że nauczyciele czekają na wszelkie pomoce dydaktyczne. Stukała na maszynie, rysowała mapy, wklejała obrazki. Powielała później te robótki ręczne metodą garażową. Czyżby nadarzyła się okazja na pełną profeskę? Kim jest ten Tadziu? Nigdy przedtem o nim nie słyszałam. A w ogóle, co to za nowy pomysł? Rodzice emeryci zaczynają business? Ojciec, ostatecznie handlowiec, w sumie nie ma znaczenia co będzie sprzedawał. Jak to mówiła babcia:
Najgorszy handel jest lepszy od najzłotszej roboty.
Nie przypuszczałam wtedy, że ten zaskakujący pomysł przerodzi się z czasem w pełni profesjonalną firmę, firmę, która z małego lokalnego wydawnictwa wyrośnie na number one w Polsce.

Kiedy przyjechałam z wizytą do kraju, w końcu poznałam Tadzia. Do tej pory tylko o nim słyszałam. Wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej. Rodzice ciągle opowiadali, że Tadziu kupił nową maszynę, Tadziu przeniósł drukarnię, Tadziu inwestuje w nowe technologie. Moje wyobrażenie businessmana nijak się miało z rzeczywistością. Zamiast wysokiego sprężystego mężczyzny, ubranego w garnitur Armaniego ze złotym zegarkiem na ręce, zobaczyłam niewysokiego, krępego gościa przypominającego swoim wyglądem opancerzoną maszynę kuloodporną. Bystre, głębokie spojrzenie, lekko pochylona sylwetka, twardo osadzony na nogach i ta bijąca, niezłomna energia. Niczym buldożer, krótko i do przodu, bez biegu wstecznego.
Poprawił palcem rogowe okulary.
To co, działamy dalej? − zapytał.
Twojej mamie postawię kiedyś pomnik w Inowrocławiu − dodał.
W sumie dlaczego nie – pomyślałam. Mama spłodziła sama serię zeszytów do historii, namówiła koleżanki polonistki do napisania zeszytów do języka polskiego, a mi w tej humanistycznej działce przypadły języki obce i religia. Święta wprawdzie nigdy nie byłam, ale Tadziu był niezłomny.
Piszcie dziewczyny, ja będę drukował.
I drukował. Kiedy oznajmił, że kupuje Drukarnię Kujawską oniemiałam. Ten facet to wariat albo wizjoner. Nie zapomnę, jak oprowadzał mnie po starej, pamiętającej Gomułkę i Gierka drukarni. Dla niego nie było rzeczy niemożliwych.
Skąd on bierze na to wszystko siły? − myślałam. Nie ma znaczenia dzień tygodnia. Świątek, piątek, niedziela.
Choć pokażę ci fontannę. Łożykowscy projektowali.
Fontanna w drukarni, tylko Tadziu mógł wpaść na tak genialny pomysł. Nie nadążam za gościem. Businessman, mecenas sztuki, honorowy ambasador, on jest wszędzie niczym człowiek renesansu. Gdzie się nie obejrzę, wszędzie Tadziu: sponsor, organizator, człowiek z sercem na dłoni i do tego wszystkiego wizjoner. Jak oznajmił, że inwestuje w Solanki, dumę Inowrocławia, zdębiałam.
Jak Ty chcesz ogarnąć ten całkowicie nowy temat? – zapytałam. Oczy mówiły same za siebie. Dla Tadzia nic nie było problemem. Nie było rzeczy nie do zrobienia.
Jak to się nie da? – powtarzał.
Wszystko się da.
Podziwiałam go za to. Był tak prosty i jednocześnie konsekwentny w działaniu, że wydawać się mogło to niemożliwe. Zero zakłamania, wiara w to co się robi i to parcie ku doskonałości.
Ukochał Inowrocław i był miastu bezgranicznie oddany. Czasami miałam wrażenie, że on w ogóle nie śpi. On chyba nawet we śnie nie próżnował i snuł plany na przyszłość.
Rodzice go kochali i nie tylko jego. U boku Tadzia zawsze stała Ewa, cicha, troskliwa niczym szara eminencja. Bez niej, Tadziu by nie istniał. On był wiatrem, a ona jego parawanem. Żona w każdym calu, troskliwa, oddana i piękna. Zawsze piękna.
Gdybym miała przyrównać Tadzia do zwierzęcia powiedziałabym − wół, do kamienia − granit, do kompozytora − Mozart, do koloru − szary, który teraz z perspektywy czasu wydaje się być tęczą.

Roma Koper – Małynicz

* * *

P.S.

Prawda pleciona ze światła książek
Różni się od prawdy życia

Pierwsza jest różową mgłą
Zacierającą rzeczywistość

Prawda życia natomiast
Jest oberwaniem chmury
Na niebieskim niebie beztroski

Nie dziwmy się więc
Gdy w trakcie spaceru
Po stronicach

Zaskoczy nas rzęsista ulewa
Spłukując cały róż mgły
W którym było nam tak dobrze

Lechosław Kaczmarek