Jacek Nijak

WSPOMNIENIA

Informacja o śmierci Tadeusza Chęsego była dla mnie o tyle niespodziewana, że kilka tygodni wcześniej zmarła moja Mama, w której pogrzebie uczestniczył Pan Tadeusz z Żoną, zaś po uroczystości na cmentarzu mątewskim rozmawialiśmy przez chwilę, jak się okazało, była to nasza ostatnia rozmowa w życiu… Z wielkim trudem przychodzi pisanie choćby kilku zdań o Panu Tadeuszu Chęsym – Człowieku, którego życie mogłoby stać się kanwą scenariusza arcyciekawego filmu, a może nawet serialu biograficznego o pasji twórczej, wielowymiarowej osobowości. Spróbuję zatem przywołać kilka scen, które tkwią w pamięci.

Dom z kominkiem

Był najprawdopodobniej rok 1980, a może 1981. Za sprawą mojej Mamy i Cioci znalazłem się w gościnnym domu Państwa Chęsych na ul. Topolowej. Miałem 5 lat, zatem jedynie zza mgły dziecięcego wrażenia wyłaniają się wspomnienia zabawy z dziećmi – Justyną i Arturem. Czymś niezwykłym był kominek, który powraca w miłych wspomnieniach. Ten niewinny obraz jest dowodem na niezwykłą szczerość przywołanego zdarzenia. Otóż moja Ciocia pracowała z Panią Ewą Chęsy w inowrocławskim szpitalu, a ich relacje były na tyle serdeczne, że stały się pretekstem do życzliwego spotkania w gościnnym domu w szerszym gronie.

Szkoła Muzyczna

Moje lata młodzieńcze to wiele wspomnień związanych z inowrocławską Szkołą Muzyczną, a wśród nich rok dyplomowy w jednej klasie z pianistką, Justyną Chęsy. Po zdanym dyplomie wybieraliśmy się wspólnie na egzaminy wstępne na studia do Poznania, które przypadły jednego dnia. Zawoził nas Pan Tadeusz, który w drodze urządził mi „egzamin przygotowawczy”. Dziś myślę, że był to „egzamin z życia”…

Drukarnia

Po skończonych studiach poszukiwałem zatrudnienia. Za sprawą dyrektora Szkoły Muzycznej, Józefa Henke, ofertę pracy złożył mi Tadeusz Chęsy, który zaproponował angaż
w dziale marketingu Pozkalu. Dla młodego chłopaka było to spore wyzwanie – praca w firmie o wyrobionej renomie. Pan Chęsy był szefem bardzo wymagającym, ale jednocześnie
posiadał wyjątkową intuicję zrozumienia i współczucia, kiedy były potrzebne. W drukarni „na etacie” spędziłem dwa lata. Po czasie żartuję, że było to doświadczenie na kształt zasadniczej służby wojskowej. Były to dwa lata obfitujące w wiele różnorodnych zadań, przeżyć i doświadczeń, które bardzo mocno wpisały się w moje życie. Była to przecież „pierwsza praca”.

Inowrocław

Z rodziną Państwa Chęsych i rodziną drukarską nie rozstałem się do dziś. Mimo zmiany miejsca pracy, dzięki wyjątkowej relacji z Panem Tadeuszem, zawsze mieliśmy jakieś „wspólne sprawy” – od Dnia Drukarza, przez spotkania kolędowe przy fortepianie w drukarni, po wiele inicjatyw społecznych, kulturalnych, czy wreszcie rodzinnych. Nie wiem, jak pracował mózg Tadeusza Chęsego. On przecież interesował się wszystkim. Był obecny wszędzie tam, gdzie Jego obecność była istotna… I ten charakterystyczny telefon „Jacuniu…” – i dalej padały tylko hasła (konkretne tematy, które trzeba było podjąć).

Złote Gody

W pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia 2018 roku świętowaliśmy jubileusz
50-lecia małżeństwa Państwa Chęsych. W związku z tym wydarzeniem odbyła się m.in. uroczystość wręczenia medali w Urzędzie Stanu Cywilnego w inowrocławskim ratuszu. Różne zadania stawiał przede mną Tadeusz Chęsy, ale kto kiedyś przypuszczał, że będę stał przed Złotymi Jubilatami, prowadząc ich uroczystość w USC? Byliśmy zdenerwowani, do dziś nie wiem, kto więcej…

Finał

Listopad 2020 roku. 1. – Wszystkich Świętych; 2. – Dzień Zaduszny; 3. – Umiera Tadeusz Chęsy.
Spotykam się z Rodziną Państwa Chęsych. Przypada mi w udziale zaszczyt złożenia podziękowania w imieniu Rodziny po pogrzebie. Pytam o to, co zawrzeć w podziękowaniu. Wśród kilku myśli, wyróżnia się jedna: „Wszystko Mu zawdzięczamy”.
Bardzo cenił wspomnienia, tradycję i wiarę. Wiele inicjatyw udało się zrealizować
w ciągu tego niezwykle aktywnego życia. Inne pozostały nam do realizacji…

Dobry Jezu, a nasz Panie, daj Mu wieczne spoczywanie.

Jacek Nijak