Elżbieta Nowosielska

Pozostały niekończące się marzenia…
Rzecz o ś.p. Tadeuszu Chęsym

Moje ostatnie spotkanie z Tadeuszem i Ewą miało miejsce w pałacu w Wierzbiczanach w lipcu 2020 roku. W małym gronie przyjaciół Halinki i Mariana Koperów święciliśmy urodziny Halinki. Snuliśmy plany na czas, w którym bez ograniczeń realizować będziemy swoje marzenia. Tadeusz, swoimi zafascynował wszystkich obecnych. Zawsze skromny, mówił niewiele. Zdradził nam projekt nowej inwestycji, w której zatrudni wielu bezrobotnych. Był szczęśliwy − wierzył w udany finał.

W tej grupie wiele lat temu poznałam Tadeusza. Przez lata wzmacniały się nasze więzy. To wielkie szczęście, że dane mi było poznać osoby, z którymi połączyła mnie serdeczność i niezawodna przyjaźń trwająca już ponad trzydzieści lat. Miałam więc możliwość poznania Tadeusza w różnych sytuacjach życiowych, prywatnych i zawodowych. Zaczęło się od współpracy z Wydawnictwem Helmar. Tadeusz był wówczas pierwszym i właściwie jedynym wydawcą w Wydawnictwie Halinki i Mariana Koperów. Pani Halinka, autorka opracowań książek pomocniczych do nauczania historii nawiązała współpracę z Drukarnią Kujawską, w której pracował Tadeusz. I tak to się zaczęło.

Tak naprawdę, to wtedy też zaczęła się moja wydawnicza historia. Jako autorka cyklu zeszytów polonistycznych miałam swój udział w rozwijających się firmach. I w ten to sposób znajomość z Tadeuszem Chęsym stała się współpracą Autora z Wydawcą. I wtedy poznałam bliżej człowieka o niezwykle ciekawej osobowości, świetnego, solidnego wykonawcę, realizatora naszych oczekiwań. Wysoki poziom zarówno merytoryczny, jak i wydawniczy spowodował, że książki Helmaru od pierwszego nakładu znalazły się w spisie podręczników zalecanych przez Ministerstwo Oświaty i Wychowania. Wspominam ten fakt jako ważny, ponieważ Tadeusz podjął się trudu wydawniczego w sytuacji, kiedy brakowało mu bazy na działalność, brakowało doświadczenia poligraficznego oraz doświadczenia wydawniczego. Z wykształcenia inżynier mechanik dał sobie radę, a opinia o jakości pracy w Pozkalu zapewniała mu ciągłość pracy, rozwój i modernizację wymarzonej drukarni. Dzięki rzetelności i jakości wydawniczej nawiązał współpracę z kolejnym pokoleniem wydawców.
Z córką Państwa Koperów, Panią Romą Koper − właścicielką dużego poznańskiego wydawnictwa ARKA. Za jakość wydawanych podręczników Pani Roma zdobywała nagrody Wydawców. Podobnie układała się współpraca z synem Państwa Koperów, Panem Mariuszem Koperem − właścicielem Wydawnictwa NOWA ERA w Warszawie.

Kolega Tadeusza z czasów Inofamy, Pan Bogdan Sz., tak wspomina czasy studiów i czasy wspólnej pracy: − Dzięki Tadeuszowi nigdy niczego „nie zawaliłem”. Był tak obowiązkowy, tak pracowity, tak uporządkowany i skrupulatny, że dbał zarówno o efekty nauki i pracy swoje, jak i o moje. Przy nim nie można było czegokolwiek zaniedbać. Ta skrupulatność i rzetelność decydowała zapewne o poziomie graficznym, estetycznym i plastycznym każdej wydawanej książki. Ile trzeba było trudu, zdolności logistycznych i kunsztu zawodowego, by w tej „polowej” drukarni, czyli w dwóch garażach wyposażonych w niezbędne urządzenia drukarskie, spełniać wysokie wymagania Wydawców i w cyklu dobowym drukować tysiące książek, które miały zapewnić godny zysk, by zrealizować marzenie Tadeusza o solidnej, wielkiej drukarni.

Pozkal to zrealizowane, jedno z największych marzeń Tadeusza. Za swój sukces uważał w dużym stopniu współpracę z Państwem Koperów. Poziom ich oczekiwań wymagał ciągłego doskonalenia procesu poligraficznego i modernizowania firmy. To właśnie sprawiało Tadeuszowi wielką satysfakcję. Jako człowiek ambitny i wymagający często zdawał Tadeusz „egzaminy życiowe”. Wynikały one najczęściej ze stawianych „wysoko poprzeczek”. Typ człowieka pracowitego, który od siebie wymagał wiele, ale też podobnie planował pracę innym, a to, cóż, nie cieszy nigdy wszystkich pracowników… Groźny, wymagający, niesprawiedliwy − to częste epitety, które padały od niezbyt pracowitych ludzi.

Pamiętam jedno z wydarzeń − trudny był to egzamin. Po latach to już niemal anegdota. Było „i straszno i śmieszno”. Przypomnę ją na potwierdzenie powiedzenia, iż „nie święci garnki lepią”. Otóż na umówiony termin podjechałam do Tadeusza z drugą autorką zeszytów polonistycznych, Panią Gabą Grzelak, po odbiór książek na Targi Książki w Łodzi, połączonymi z promocją nowości wydawniczych. Po załadowaniu, wzięłam do ręki „jeszcze niemal ciepłą” książkę dla klasy VIII i co się okazało? Wnętrze książki to podręcznik dla klasy IV. Natomiast w klasie IV sytuacja analogiczna − wnętrze stanowił tekst dla klasy VIII. Po tym odkryciu − najpierw cisza. Tadeusz biegał po placyku, ręką targał dość gęstą czuprynę, był to znak silnych emocji, szukania rozwiązań. Etap drugi − różne wyjaśnienia i próba pertraktacji z Autorkami. Nie dysponował jednak logicznym argumentem, liczył iż nauczyciele w swojej mądrości zrozumieją pomyłkę i fakt ten zaakceptują lub wystarczy dołączyć owijacze, na których zamieszczone zostaną poprawne opisy i problem byłby załatwiony. Oczywiście nasze zdanie było na NIE! Wiedziałyśmy, że Wydawcy − Państwo Koperowie, absolutnie nie zgodzą się na bylejakość! Tadeusz pobiegał jeszcze chwilę po placyku, blada załoga czekała na ciąg dalszy, a my pełne obawy drżałyśmy przed jutrzejszą promocją, najważniejszym etapem w pomyślności wydawniczej. Po chwili Szef postawił przerażonych pracowników na baczność, oznajmiając głosem kaprala: − Koniec z żarciem, a nawet sikaniem – do roboty zająć się naprawianiem! Zostajemy na 10 godzin w pracy! Zwracając się do nas w stanowczych słowach zapewnił: − Do zobaczenia jutro o 4.00 rano – kierunek Łódź. I tu odezwała się chyba w nim nauka często wpajana dłonią ojca, który przykładał ogromną rolę w uczeniu dokładności, pracowitości i dotrzymywaniu danego słowa − honor przede wszystkim!

Fascynował mnie Tadeusz kultem wiedzy, swoim szacunkiem dla nauki. Imponowali
mu naukowcy, wielcy ludzie ekranu, wielcy odkrywcy, wynalazcy. Chętnie wydawał przepiękne albumy im poświęcone. Przynosił je na spotkania członków Towarzystwa Miłośników Miasta Inowrocławia, którego był Prezesem. Z chlubą mówił o książkach, które w Pozkalu „przyszły na świat”. Były naprawdę piękne i godne Jego dumy. Do TMMI należę od wielu lat, właściwie od początku. Ostatnio zdrowie nie pozwoliło mi na aktywność, czego żałuję. Pamiętam jedno ze spotkań, na którym Tadeusz potwierdził swój ogromny patriotyzm. W pełni zasłużył na tytuł Honorowego Obywatela Miasta Inowrocławia. Każda sprawa związana z tym miastem „żyła w nim”. Chciał ogarnąć zachłannie wszystko, co dotyczyło Inowrocławia. Kiedy siedzieliśmy wokół ogromnego stołu w Izbie Tradycji Drukarni Pozkal i słuchaliśmy kolejnych propozycji mających w rezultacie upiększyć miasto, wzbogacać jego historię, odkrywać przeszłość, by mieszkańcy byli dumni ze swoich korzeni. Zastanawiałam się często, skąd ten skromny człowiek, wiecznie zabiegany, czerpie siły i chęć działania, by innym żyło się ciekawiej i szczęśliwiej?

Pamiętam też Jego apel o otoczenie troską inowrocławskie cmentarze. I wtedy, oczywiście, zapadła jednogłośna decyzja o kwestowaniu na rzecz renowacji wielu miejsc cmentarnych, w myśl pięknej sentencji Jana Pawła II: „Cmentarze są obrazem Kultury Narodu”. W ten sposób Inowrocław wzbogacił się o nową, cenną tradycję. To efekt pasji i entuzjazmu, od nas, dla tych, którzy odeszli. Oczywiście Tadeusz logistycznie zapewniał co roku powodzenie tej akcji.

Moje refleksje dołączam do wypowiedzi ludzi, którzy znali śp. Tadeusza z różnych sytuacji życiowych i z różnych okresów życia. Jest jednak wspólny mianownik łączący te serdeczne wspomnienia. Jest to szlachetność, niepowtarzalność, bezgraniczna pracowitość, troska o innych, niekończące się plany i marzenia, patriotyzm i skromność.

Ostatnio dość często wspominam znajomych i bliskich, którzy odeszli. Nachodzą mnie myśli, że tak naprawdę każda z osób była niepowtarzalną indywidualnością, unikalną istotą na miarę swoich możliwości i „ścieżki życia”. W świetle trafności znanych słów jestem też przekonana o tym, że po Odejściu „Pozostaje jednak luka nie zawsze do zastąpienia…”

Przyjacielu, cześć Twojej pamięci!

Elżbieta Nowosielska