Halina i Zdzisław Grzankowscy

POZA PRACĄ…

Tadeusz, Tadziu, Tadek tak na niego mówiliśmy – był naszym wieloletnim sąsiadem, kolegą, towarzyszem życia, serdecznym i życzliwym przyjacielem.
Poznaliśmy się w roku 1975 na ul. Topolowej. Budowaliśmy tu nasze domy. Tadziu przyszedł na moją działkę budowlaną i z serdecznym uśmiechem powiedział „Witam sąsiada, ja buduję się obok”. Tak zaczęła się nasza znajomość.
Często wspieraliśmy się w trudnościach tamtych czasów związanych z budową. To nas bardzo do siebie zbliżyło. Nasze żony znały się ponieważ uczęszczały do tego samego Liceum im. M. Konopnickiej w Inowrocławiu.
Sąsiadami byliśmy nie tylko na ul. Topolowej, ale też w Anastazewie nad jeziorem powidzkim-gdzie spędzaliśmy letnie urlopy. Początkowo mieszkaliśmy w namiotach, a później blisko siebie wybudowaliśmy domki. Bywaliśmy tu rodzinnie z dziećmi, a z czasem z wnukami. Tadeusz z wypoczynku czerpał wiele radości. Lubił pływać kajakiem, katamaranem, wyprawy rowerowe i spacery po lesie.
Innymi rozrywkami były dla niego bale te andrzejkowe i noworoczne oraz spotkania imieninowe i bożonarodzeniowe z rodziną i bliskimi znajomymi, podczas których śpiewaliśmy kolędy, piosenki żołnierskie i biesiadne. Śpiewać musieli wszyscy. Tadziu każdemu z gości wręczał śpiewniki. Gdy ktoś z towarzystwa się wyłączał to zwracał się do niego ze słowami „nie śpiewasz bo cię nie słyszę”. Również gdy przy stole robiło się zbyt głośno z powodu burzliwej dyskusji to wstawał z krzesła i mówił „niech jeden gada”.
Sam dużo nie mówił. Nie raz popadał w zamyślenie. Wówczas jego żona wyrywała go z tej zadumy i pytała „Tadek gdzie jesteś myślami ?” a on na to „już, już jestem z wami”.
To nasze niektóre wspomnienia o Tadeuszu jaki był poza pracą. Spędziliśmy wiele szczęśliwych i radosnych chwil. Był dla nas serdecznym i dobrym przyjacielem, który się nigdy nie wywyższał. Był on również moim Szefem. W 1992 roku zatrudnił mnie w swojej drukarni. Wobec mnie był wymagający tak samo jak i od pozostałych swoich pracowników. Dzięki niemu udoskonaliłem się zawodowo.
W Pozkalu pracowałem aż do emerytury.

Wspominają Zdzichu i Halina