Dariusz Mielcarek

Dbajmy, tak jak On, o kujawskie dziedzictwo

Pana Tadeusza Chęsego spotkałem zapisując się do Towarzystwa Miłośników Miasta Inowrocławia, później spotykaliśmy się także w Stowarzyszeniu Imienia Księcia Kazimierza Kujawskiego. Tak samo jak Honorowy Obywatel Miasta Inowrocławia, nie jestem rodowitym inowrocławianinem. Choć dzieliło nas wiele rzeczy: wiek, doświadczenie życiowe, inny system wartości − połączyła nas miłość do miasta, naszej małej ojczyzny i mieszkańców.

Kiedy przez 4 lata miałem zaszczyt być członkiem zarządu Towarzystwa Miłośników Miasta Inowrocławia, moje kontakty z panem Tadeuszem nabrały nowego kształtu. Podziwiałem w nim to, że umiał i chciał słuchać argumentów, nie bał się zmieniać zdania, dążył zawsze do tego, by pomimo różnic, doprowadzić sprawę do końca dla dobra ogółu. A różniliśmy się czasami bardzo mocno, jak chociażby w kwestii składania kwiatów w rocznicę przepędzenia Niemców z Inowrocławia przez okupanta sowieckiego. Uważałem, że powinny się one pojawiać na cmentarzu parafii Świętego Mikołaja, na mogiłach żołnierzy Armii Czerwonej, a nie przy tzw. Pomniku Wdzięczności. Spieraliśmy się także przy okazji publikacji o Honorowych Obywatelach Miasta Inowrocławia. Na zebraniu zarządu, jako jedyny stanąłem na stanowisku, że książka musi obejmować wszystkich laureatów tego wyróżnienia, także tych z okresu władzy niemieckiej. Wymieniłem wtedy nazwiska znanych niemieckich honorowych inowrocławian dodając, że być może nie są to wszyscy. Dostrzegłem wtedy szczery patriotyzm pana Tadeusza, który powiedział, że chodzi mu o to, by powstała piękna książka o polskich honorowych obywatelach. Zmienił jednak zdanie, gdy usłyszał argument, że Inowrocław był miastem polskim także w latach niewoli i gdyby nawet odebrano honorowe obywatelstwo Niemcom to i tak trzeba by napisać, że tymi honorowymi obywatelami byli i ich życiorysy zamieścić. Mówiłem o stanowisku niektórych Niemców, że my Polacy chcemy zakłamywać historię naszych miast po upadku I Rzeczypospolitej. Widziałem wtedy „wewnętrzną walkę” u pana Tadeusza, ale także to właśnie, że umiał słuchać, co dzisiaj nie jest już wartością w kontaktach międzyludzkich. Kiedy sam został Honorowym Obywatelem Miasta Inowrocławia przekonywałem, że jego biogram koniecznie musi znaleźć się w publikacji. Skromność Tadeusza sprawiła, że stało się inaczej.

Jego zaangażowanie polegało też na tym, że inicjował pewne działania patrząc na pozytywne przykłady innych miast. Tak było z pomysłem na ratowanie grobów zasłużonych inowrocławian. A kiedy na kilka lat przed 100. rocznicą wybuchu powstania wielkopolskiego zaproponowałem, abyśmy zrobili coś, co zapadnie w pamięci mieszkańców, włączył się w to całym sercem, służąc wszystkim czym tylko mógł. Udało się nam społecznie przygotować, moim zdaniem największe w całym byłym zaborze niemieckim przedstawienie pod względem liczby aktorów biorących udział w jednym miejscu − inscenizację ukazującą dochodzenie do niepodległości, od wkroczenia wojsk pruskich do Inowrocławia w 1773 roku aż do odzyskania wolności. Pan Tadeusz nie szczędził własnych pieniędzy i środków na takie przedsięwzięcia. Tak samo było z publikacją książki kolegi Wojciecha Paluszyńskiego o powstaniu wielkopolskim na Kujawach Zachodnich. Prezes słyszał wiele rozmaitych uwag, umiał jednak podjąć trudną decyzję o jej wydaniu wiedząc, że sam może spotkać się z krytyką. W tym przypadku posłuchał argumentów innych niż naukowe. Zresztą wydawanie książek o przeszłości Kujaw sprawiało mu niesamowitą radość. Wiedział o tym, że przyczynia się przez to do pogłębiania znajomości naszych dziejów. Pamiętam jak przyszedł na zebranie zarządu z książką o pułkowniku Stanisławie Wyskocie-Zakrzewskim, patronie szkoły w Rzeszynku, Był naprawdę szczęśliwy, że pomaga w utrwaleniu wiedzy o tym wielkim Polaku. Innym razem zgłosił się do niego prezes stowarzyszenia absolwentów jednego z inowrocławskich liceów, aby wydać historię szkoły i stowarzyszenia. Pan Tadeusz w ciągu godziny miał książkę na stole, przejrzał ją i natychmiast zadecydował o jej wydaniu. Umiał także podjąć decyzję niejako na własną niekorzyść, gdy chodziło o szersze dobro. Tak było z książką o historii szkoły muzycznej autorstwa Mirosławy Cieśnik. Zjawiłem się u niej z synem Anny Domżalskiej, założycielki inowrocławskiej filii Lwowskiego Konserwatorium Muzycznego im. Karola Szymanowskiego, który opowiedział nam o początkach szkoły. Ucieszyła się niezmiernie, a później powiedziała mi, że Tadeusz Chęsy przystał na wprowadzenie tych informacji do książki, pomimo że ta była już w druku.

Innym razem pojawiłem się w drukarni ze Stefanem Grabskim, prawnukiem Lucjana, twórcy Dziennika Kujawskiego i Drukarni Kujawskiej oraz współtwórcy inowrocławskich Solanek. Przybył z Gdańska wraz z żoną Marią. Zadzwoniłem do pana Tadeusza z informacją, że mamy takich gości i prośbą, czy nie znalazłby 5 minut czasu na spotkanie. Serdecznie nas zaprosił i ugościł, odkładając wszystkie obowiązki. Pokazał Izbę Tradycji w Pozkalu oraz oprowadził po zakładzie opowiadając o druku książek, a także o problemach związanych z przyszłością najstarszych obiektów naszych Solanek.

Chętnie zapraszał na zebrania Towarzystwa Miłośników Miasta Inowrocławia sławnych ludzi, byśmy mogli wysłuchać interesujących wykładów o historii miasta. Zapraszał też znanych inowrocławian, którzy opowiadali o współczesności. Pamiętam spotkanie z pierwszym dowódcą inowrocławskiego garnizonu w randze generała, który mówił o teraźniejszości jednostki, jej rozwoju i konieczności budowy obwodnicy miasta w związku z potrzebą zapewnienia, zgodnie z wymogami NATO, szybkiej komunikacji między Latkowem a Krzesinami. We wdzięcznej  pamięci pozostanie mi współorganizacja konferencji naukowej o założycielu miasta, księciu Kazimierzu Kujawskim, a potem promocja publikacji pokonferencyjnej. Kiedy Tadeusz podczas pierwszej prelekcji usłyszał, że nic o księciu się więcej nie dowiemy, nadto co znamy, pomogłyby tylko badania archeologiczne albo odnalezienie jakiegoś nieznanego dokumentu, był załamany, że konferencja się nie uda. Potem jednak, gdy usłyszeliśmy o życiu księcia, był niezmiennie szczęśliwy. Pamiętam, z jaką pasją opowiadał nam swoje wrażenia.

Z życzliwością podszedł do zgłoszonego przeze mnie postulatu oznaczenia grobów powstańców wielkopolskich w Inowrocławiu. Obserwował, że nie mogę się z tym nigdzie przebić, więc postanowił wziąć ten trudny organizacyjnie obowiązek na siebie, powołał komisję w ramach Towarzystwa i dopiął celu. To jeszcze jedna cecha pana Tadeusza Chęsego, która winna zostać we wdzięcznej pamięci inowrocławian, tym bardziej że ten jego projekt będzie trwać nadal. Pomimo tego, że był członkiem nieformalnej rady konsultacyjnej przy Prezydencie Miasta Inowrocławia, pozostawał krytyczny wobec nietrafnych działań władz miejskich i umiał bez lęku mówić o tym głośno. Jego oburzenie co do losów macew żydowskich wydobytych w Inowrocławiu i braku lapidarium, jako pamięci o naszych braciach, z którymi żyliśmy przez tyle wieków, było szczere. Pomagał w każdej inicjatywie, jeśli widział w tym dobro dla całego społeczeństwa. Pamiętam, jak poruszyłem kwestię powrotu do przyznawania tytułu Honorowego Członka Towarzystwa Miłośników Miasta Inowrocławia, wskazując na jedynego żyjącego członka założyciela Towarzystwa, panią Teresę Klonowską. Uhonorowaliśmy ją wraz z panem Januszem Brodzińskim tym wyróżnieniem. Potem Prezes ochoczo poparł wraz z innymi organizacjami moją propozycję przyznania naszej poetce i bibliotekarce tytułu Honorowego Obywatela Miasta Inowrocławia. Nie przypuszczał, że spotka go podobny zaszczyt, jako uwieńczenie pracowitego życia.

Przypominam sobie teraz wszystkie nasze spotkania, szczególnie te o 7 rano w Pozkalu, bo tam było go można znaleźć najłatwiej, wszystkie telefony, zgłoszone postulaty, propozycje. Ufam, że z Domu Ojca będzie nam nadal dopomagał, byśmy o to całe kujawskie i inowrocławskie dziedzictwo umieli zadbać i przekazać młodemu pokoleniu.

Dariusz Mielcarek, Towarzystwo Miłośników Miasta Inowrocławia