Wojciech Błaszak

SIŁY CZERPIE SIĘ Z PRACY

Nasze przeżycia z biegiem lat ulegają zatarciu w zawodnej pamięci. Tym bardziej musimy dbać o przekazanie potomnym i zapisanie tych najważniejszych wspomnień, by choć one mogły przetrwać, dając świadectwo minionym czasom.

Wspomnienia związane z Tadeuszem sięgają lat siedemdziesiątych, kiedy pracowałem w Fabryce Maszyn Rolniczych Agromet-Inofama. On pochłonięty był wtedy nowo wybudowaną na licencji francuskiej firmy Galvacentre ocynkownią, jej uruchamianiem i rozwojem wykonywanych przez nią usług, a ja tworzeniem oprogramowania użytkowego nowo zakupionego komputera francuskiej firmy Logabax. Już wtedy poznałem jego zamiłowanie do najnowszej techniki i chęć poznania jej tajników, dążenie do doskonalenia swojej wiedzy i konfrontowania poznanej teorii z praktyką. To wszystko bowiem umożliwiało dobre zarządzanie odcinkiem, którym się kieruje.

Po kilku latach znów nasze drogi się spotkały. Tadeusz pracował w Drukarni Kujawskiej, rozpoczynając jednocześnie działalność na własny rachunek w przydomowym garażu na ulicy Topolowej (drukowanie kalendarzy), ja natomiast byłem pomocnikiem w działalności rzemieślniczej (wytwarzanie galanterii papierniczej metodą sitodruku). W tym czasie zauważyłem jego niesłychaną pasję i zaangażowanie w poznawanie tajemnic tzw. „czarnej sztuki”, gdy tłumaczył mi co to jest druk płaski – offset, druk wklęsły, druk wypukły, jakie są podstawowe rodzaje maszyn poligraficznych. Był zainteresowany tym, jak powstaje sitodruk oraz jak można by usprawnić proces drukowania przez mechanizację. Obserwowałem także w tym czasie dynamiczny rozwój jego prywatnego przedsiębiorstwa i rozpoczynanie samodzielnej działalności na tzw. „cały etat”.

Kolejne spotkania z naszym bohaterem były spowodowane tym, że Stowarzyszenie Wychowanków Gimnazjum i Liceum Jana Kasprowicza, do którego od samego początku należałem, poszukiwało drukarni, która mogłaby wydrukować przygotowywaną monografię naszej szkoły, szkoły, którą wielu ceniło i ceni niezależnie od zdobytego później wykształcenia, traktując ją jako najważniejszą Szkołę Swojego Życia, swoistą „Almae Matris”, choć ten termin jest właściwy do określania wyłącznie wyższych uczelni. Pomyślałem, że rozwijająca się drukarnia Tadeusza najbardziej temu zadaniu podoła, wierząc w zdolności jej szefa i założyciela. Dodam, że Historia Gimnazjum i Liceum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu napisana została pod redakcją naszego absolwenta (matura 1958) i byłego nauczyciela prof. Ryszarda Kabacińskiego przez grono takich autorów jak: Lucjan Dombek (nauczyciel języka polskiego), Zenon Kopeć (absolwent z 1931 r., nauczyciel języka polskiego i bibliotekarz), Zenon Mazur (absolwent z 1954 r., nauczyciel języka polskiego), Ludwina Michalska (nauczycielka historii), Urszula Pułaczewska (nauczycielka wychowania fizycznego), Andrzej Radtke (nauczyciel geografii), Czesław Sikorski, Henryk Tadeusz Stankiewicz (absolwent z 1974 r., nauczyciel chemii), Krzysztof Śledziński (nauczyciel historii), Jadwiga Wielewska-Fengler (nauczycielka języka polskiego), Lidia Wakuluk i Alojzy Wiśniewski. Ich wspólnym wielkim wysiłkiem powstało obszerne dwutomowe dzieło. Z uwagi na to, że „Kasprowicza” kończyło wielu znamienitych absolwentów pomyślałem, że zarówno żyjący jak i potomni będą zainteresowani poznaniem historii szkoły, a z drugiej natomiast strony wydanie takiej monografii przysporzy splendoru i popularności rozwijającej się drukarni.

Wybraliśmy się w licznej grupie na umówione spotkanie z Tadeuszem do Pozkalu mieszczącego się jeszcze wtedy przy ul. Księdza Jaśkowskiego. Szef przyjął nas z niezwykłą życzliwością, a ja już po pierwszym spotkaniu i reakcji Tadzia byłem pewien, że książkę wydrukuje i że to będzie nasz wspólny sukces. Ustalono później, że agencja ARTPRESS z Inowrocławia mająca siedzibę przy ul. Świętego Mikołaja 25 zajmie się składem, łamaniem, skanowaniem foto i naświetlaniem, natomiast druk i oprawa będą należały do drukarni POZKAL. Wydanie dzieła zaplanowaliśmy w nakładzie sięgającym trzech tysięcy egzemplarzy. Tadeusz był przez cały czas naszemu pomysłowi bardzo przychylny. Zaproponował, że z uwagi na wielki sentyment i uznanie dla szkoły, a szczególnie jej absolwentów i nauczycieli, wydrukuje „Historię” po najniższych kosztach, a równocześnie w najwyższej możliwej do osiągnięcia jakości. Dodatkowo uznał, że część nakładu chciałby wydać w tzw. twardych i szytych oprawach introligatorskich, co byłoby bardzo dobrze i miło odebrane przez czytelników, nie zwiększając w sposób istotny ogólnych kosztów. Tak też się stało.

Dzieło, do którego prawa autorskie posiada I Liceum Ogólnokształcące im. Jana Kasprowicza wydane w 1995 roku w koedycji z Zakładem Poligraficzno-Wydawniczym Pozkal powstało i osiągnęło sukces na rynku w dużej mierze przychylności i osobistej życzliwości Tadeusza.

Serdeczność i wielkie zaangażowanie Tadka przez całe jego życie przejawiały się nieustannie na wielu innych płaszczyznach. Wspomnę tutaj choćby jego pomoc w wydaniu licznych biografii naszych profesorów, kolejnych albumów absolwentów szkoły, większości biuletynów naszego Stowarzyszenia, scenariuszy kolejnych „Zaduszek Kujawskich”, jednodniówki „Wychowankami pozostaniemy zawsze” wydanej z okazji 150-lecia szkoły, historii SKS „Kasprowicz” oraz wielu innych publikacji. Między innymi wypada tutaj wymienić biografie: „Wspomnienia o prof. dr. hab. Michale Swobodzie”, „Marian Kadlec. Wspomnienia o pedagogu − skaucie − spółdzielcy”, „Ignacy Domański – humanista i wychowawca”.

W dniu 24 września 2005 roku Tadeusz Chęsy został Honorowym Członkiem Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Jana Kasprowicza, a 8 czerwca 2013 roku otrzymał Złotą Odznakę Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum Jana Kasprowicza.

Dla wielu ludzi, szczególnie dla przedsiębiorców, kolega Tadeusz stał się wzorem. Doświadczyłem tego będąc biernym obserwatorem jego działań w Naczelnej Organizacji Technicznej, w Stowarzyszeniu ROTARY, w Towarzystwie Miłośników Miasta Inowrocławia oraz w ogóle w życiu gospodarczym i kulturalnym Inowrocławia.

Kiedy doświadczyłem dość poważnej choroby i szpitalnego zabiegu, kolega Tadeusz, już jako właściciel Uzdrowiska, natychmiast zaoferował swoją pomoc w postaci realizacji skierowania na turnus rehabilitacji poszpitalnej. Co ciekawe, ordynatorem tego oddziału był absolwent „Kaspra”. Spotykając się wtedy i później z Tadeuszem często rozmawialiśmy o tym, że nasze pokolenie doświadczyło i przeżyło wiele trudnych, ale i pięknych chwil.

Pomimo sprawowania niełatwych obowiązków prezesa przedsiębiorstwa Solanki Uzdrowisko sp. z o.o., Tadeusz codziennie zachodził do drukarni Pozkal, której kierownictwo przekazał synowi. Bywał tam, aby, jak to mawiał, służyć pomocą, doradztwem oraz czuć klimat drukarni, być blisko jej problemów. Z wielką pasją pokazywał stworzone przez siebie muzeum drukarstwa, szczycił się zgromadzonymi tam eksponatami, o każdym mógł opowiadać z wielką żarliwością, chlubą i sentymentem.

Zauważyłem, że ludzie czynu, tacy jak Tadek, nie mają czasu zadbać o siebie, są stale czymś zajęci. Skąd w takim razie czerpią siły? On sam twierdził, że siły czerpie się z pracy oraz z możliwości pomagania innym. Myślę, że takim ludziom jak nasz bohater bardzo trudno jest doświadczać błogiego stanu odpoczynku i poddawać się biernie zabiegom rehabilitacyjnym i leczniczym. Wydaje się, że ich hobby to ustawiczna praca!? Czyż nie?

Wojciech Błaszak