Tomasz Sibora

O harcerstwie, pamięci historycznej i Solankach


W latach osiemdziesiątych miałem przyjemność poznać najpierw syna Pana Tadeusza – Artura, z którym przez kilka lat działaliśmy w jednej drużynie i w jednym zastępie harcerskim. Później, kiedy byłem drużynowym, do tej drużyny należała również córka Państwa Chęsych Justyna. Zdarzało się, że spotykałem Pana Tadeusza, w ich domu lub w ogrodzie, ale nasze kontakty ograniczały się do grzecznościowego „dzień dobry”. Kiedy po przemianach 1989 r. drużyna harcerska, którą prowadziłem, nie mogła się już spotykać w szkole, przy której wcześniej działaliśmy, jeden z zastępów miał zbiórki w ich w domu. Zdaje się, że Pan Tadeusz o tym nie wiedział. Kiedy zdał sobie z tego sprawę nie krył swojego niezadowolenia. Znalazłem się jako drużynowy na „cenzurowanym”. Nie bardzo rozumiał, skąd tacy młodzi ludzie nabrali ochoty do zakładania własnej organizacji i niejako dzielenia tego, co w jego ocenie powinno być razem.

Po latach zdarzało nam się wracać do dyskusji na tematy wychowania i harcerstwa tak w ogóle. Mimo, że nie we wszystkim byliśmy w stanie się zgodzić, kiedyś w przypływie szczerości stwierdził, że w sumie to on jest bardzo zadowolony z tego, że jego dzieci były w harcerstwie i że przeżyły taką przygodę w latach swojej młodości. Kiedy patrzył na to, jak młodzi ludzie kiedyś i dzisiaj potrafią zepsuć swoje życie nieodpowiednim towarzystwem i zachowaniem, to harcerstwo wydawało mu się niezwykle cenną inicjatywą. Nawet takie, jakiego on nie do końca rozumiał. Te słowa miały swoje późniejsze konsekwencje. Kiedy powstała idea remontu i adaptacji starej restauracji nad Notecią w Mątwach na potrzeby siedziby inowrocławskich drużyn zrzeszonych w Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej bardzo się interesował, czy damy sobie radę z tym przedsięwzięciem. Kiedy okazało się, że nowy obiekt ma mieć charakter przystani kajakowo- żeglarskiej środowisko Rotary Club Inowrocław z inicjatywy pana Krzysztofa Różewicza postanowiło ufundować trzy nowe kajaki. Dodatkowo drukarnia Pozkal decyzją swojego Szefa zapewniła transport tego sprzętu z drugiego krańca Polski.

To jednak nie wszystko. Rotarianie, wśród których aktywnie działał Pan Tadeusz, za namową pana Janusza Niewiadomskiego postanowili jeszcze wesprzeć harcerzy przy budowie nowoczesnego i ekologicznego ogrzewania w postaci dwóch pomp ciepła. Finansowanie zapewniał Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ale brakowało nam wówczas środków na wkład własny i wcale nie była to mała kwota. Jako osoba kierująca całym procesem inwestycyjnym mogłem liczyć na tych przedsiębiorców, co zostało w mojej i wielu osób wspierających serdecznej pamięci. Dla kronikarskiego porządku przypomnę, że przystań została uruchomiona w 2014 r., a ogrzewanie było zbudowane w 2016 r. Takie gesty zostawiają trwały ślad w pamięci ludzi obdarowanych i inspirują ich do podobnego działania.

Mniej więcej w tym samym czasie Pan Tadeusz Chęsy jako prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Inowrocławia podjął się organizacji zbiórek publicznych na inowrocławskich cmentarzach w celu ratowania nagrobków zasłużonych mieszkańców miasta i regionu. Wiedziałem, że harcerzy w tym projekcie nie powinno zabraknąć. Jako drużynowy i szczepowy wspólnie z najstarszymi członkami mojego środowiska wychowawczego – Inowrocławskiego Szczepu ZHR „Szare Wilczęta” − stawialiśmy się w mundurach harcerskich i powstańców wielkopolskich każdego roku 1 listopada na cmentarzu parafii pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Nasze puszki zwykle szybko się zapełniały. Pomagaliśmy sobie nawzajem jako ludzie czujący odpowiedzialność za rozwój lokalnej społeczności. Ani różnica wieku, doświadczenia życiowego, a także pewnych ideowych przekonań nie była w stanie zburzyć i zakłócić chęci zrobienia czegoś dobrego.

Poza sytuacjami związanymi z harcerstwem i działalnością społeczną miałem okazję współpracować z Panem Tadeuszem także zawodowo. Wykonując zawód menadżera, w tym przygotowując różnego rodzaju wydawnictwa, korzystałem z porad i czasem też usług drukarni. O tym, że drukarnia Pozkal prezentuje wysoki poziom wydawniczy nikogo za bardzo nie trzeba przekonywać, ale być może wielu zastanawia się z czego wynika tak wysoka jakość oferowanych usług. Myślę, że z dwóch powodów – po pierwsze Pan Tadeusz kochał to co robił, lubił książki i drukarstwo. Wkładał w swoją pracę całe serce. Po drugie zaś był tytanem pracy – każdy kto znał go choć trochę i miał okazję obserwować, wie że był w pracy bez przerwy, myślał o niej nieustannie. Lubił być blisko całego procesu wydawniczego i tego co działo się w drukarni. Było to również dla mnie rekomendacją i utwierdzało mnie w przekonaniu, że książki i albumy o historii Inowrocławia, które pisałem i wydawałem chciałem realizować właśnie we współpracy z drukarnią Pozkal. Tak właśnie powstały wydawnictwa na stulecie uzdrowiska, o powstaniu wielkopolskim czy też o przebiegu II wojny światowej w naszym mieście. Bez czujnego oka Szefa, jak o nim zwykli mawiać jego pracownicy, te pozycje pewnie nie byłyby tak udane.

Poligrafia to nie jedyna namiętność Pana Tadeusza. W pewnym momencie, a stało się to zapewne w czasie kiedy był zmuszony reperować swoje zdrowie w „Klinice pod Tężniami” w Ciechocinku, wpadł mu do głowy pomysł, aby taki projekt zrealizować samemu. Nadarzyła się ku temu okazja, kiedy Ministerstwo Skarbu postanowiło sprzedać swoje udziały w spółce „Solanki” Uzdrowisko Inowrocław. Tak się złożyło, że w latach 2006- 2011 pełniłem obowiązki prezesa zarządu tej spółki i w 2010 r. moim zadaniem było m.in. udostępnianie zainteresowanym podmiotom dokumentów dotyczących procesu prywatyzacji. W postępowaniu tym Pan Tadeusz był osobą niezwykle zdeterminowaną i skrupulatną zarazem. Pomimo, że przed spółką było wiele wyzwań, postanowił nabyć jej udziały. Nie ma w tym miejscu sensu opisywać realiów prowadzenia działalności uzdrowiskowej, warto jedynie wspomnieć, że był to okres niezwykle trudny dla całej branży. Właśnie zakończył się proces wprowadzania nowych rozwiązań ustawowych dla uzdrowisk w Polsce. Nasze inowrocławskie uzdrowisko niemalże w ostatniej chwili uzyskało ministerialną akceptację dla nowego operatu uzdrowiskowego, regulującego przede wszystkim sprawy wykorzystania surowców leczniczych. Na skutek błędów legislacyjnych podmioty uzdrowiskowe w całym kraju prowadziły spory z administracją samorządową związane z naliczaniem podatku od nieruchomości według nowych zawyżonych stawek i to kilka lat wstecz. Perspektywy nowych kontraktów finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia nie były zbyt pomyślne, a o klienta komercyjnego nasza spółka dopiero zaczynała zabiegać. Były też oczywiście atuty, jak choćby nowo wyremontowany obiekt Solanki Medical Spa, dzięki któremu spółka miała szansę zaistnieć na rynku usług komercyjnych. Staraniem samorządu piękniał park, rozpoczęto wydobywanie wód leczniczych i mineralnych. Pracownicy, choć wystraszeni wizją prywatyzacji, byli w większości zdeterminowani, aby sprostać nowym wyzwaniom. Te atuty zaważyły na ostatecznej decyzji o zakupie spółki, która stała się następnie formalnie własnością spółki Pozkal.

Pan Tadeusz miał od samego początku, czemu trudno się dziwić, autorskie podejście do wszystkich aspektów działalności. Szybko podjął decyzję, że samodzielnie będzie kierował firmą. W swych poczynaniach był niezwykle sprawny i skuteczny. I choć najstarsze budynki uzdrowiska zostały wyłączone z działalności leczniczej, to tam gdzie przebywali pacjenci, kuracjusze i gdzie wykonywane były zabiegi, standard obsługi i warunki regularnie się poprawiały. Po kilku latach od prywatyzacji uzdrowisko wzmocniło swoją pozycję na rynku usług leczniczych zarówno w Inowrocławiu, jak i całym kraju.
Podsumowując, każdy kto znał Pana Tadeusza Chęsego wie, że współpraca z nim często nie była łatwa. Jednak zawsze tam gdzie chodziło o jakość, precyzję, rzetelną kalkulację zysków i strat zawsze można było się z nim porozumieć. Chętnie też dzielił się swoimi doświadczeniami i pomysłami. Oby więcej takich Szefów trafiało się nam w przyszłości.

Tomasz Sibora