Edmund Mikołajczak

Obrazy zachowane w pamięci

Na śmierć Papieża zareagował najwcześniej

Tadeusz Chęsy dobrze wyczuwał potrzebę chwili i gdy zmarł Jan Paweł II zaraz zadzwonił do mnie z propozycją powołania specjalnego zespołu, który zajmie się uczczeniem Jego pamięci. Zapytałem, kto jest już w tym zespole.
– No… Stasiu Barański, ja i teraz dojdziesz ty − usłyszałem w odpowiedzi.
Byłem zaskoczony i przez chwilę zawahałem się mając na uwadze, że są w mieście ważniejsze od nas osoby, na przykład z ratuszowego świecznika, które mogą mieć za złe, że wychodzimy przed szereg. Przecież Jan Paweł II był Honorowym Obywatelem Inowrocławia. Tadeusz nie miał jednak wątpliwości.
− To jest chwila, która wymaga natychmiastowego działania − powiedział wtedy, dodając zaraz:
− Nie ma się na co oglądać, kto chce naprawdę chce uhonorować Papieża może to zrobić sam albo się do nas przyłączyć.
I rzeczywiście, miał rację. Wyłonił się z tej inicjatywy Komitet dla Upamiętnienia Jana Pawła II w Inowrocławiu, do którego weszło liczne grono szacownych obywateli. Jego pomysłodawca, Tadeusz, pozostał szarym członkiem, nieco w cieniu, ale nie krył zadowolenia, gdyż zadanie zostało wykonane i Godnie upamiętniliśmy Ojca Świętego. Osobiście dopilnował, aby na odpowiednio wysokim poziomie wydrukowany został album wielkiej wdzięczności „Teraz my przychodzimy do Ciebie…”

Stulecie Niepodległości

Przez ładnych parę lat poprzedzających wielką rocznicę w Inowrocławiu długo panowała cisza. Spotykali się członkowie miejscowych stowarzyszeń, ale przez wiele miesięcy nie potrafili znaleźć odpowiedniej formuły organizacyjnej. Dyskutowano sporo, nic jednak z tego wynikało. Biorący udział w kolejnych zebraniach Tadeusz Chęsy słuchał i słuchał, widać było wyraźnie, że nie zadowalała go czcza gadanina. Na szczęście na rok przed rocznicą obudzili się harcerze z ZHR i zainicjowali powołanie społecznego zespołu obchodów, który postawił przed sobą jeden cel − wielkie widowisko plenerowe nawiązujące w pewien sposób do inicjatywy sprzed dziesięciu lat. Tadeusz nie miał najmniejszych wątpliwości, że trzeba włączyć się do tego dzieła. Od początku był aktywnym członkiem zespołu i jak zwykle służył wszechstronną pomocą. Co więcej, sprawił, że grupa poligrafów z Pozkalu zasiliła grono wykonawców i przygotowała scenkę ukazującą druk „Dziennika Kujawskiego”. Na scenie pojawili się towarzysze czarnej sztuki przebrani w historyczne stroje. Wniesiona została stara maszyna drukarska, a po chwili wśród widzów harcerze rozprowadzali „świeżo wydrukowane” egzemplarze pomnikowej gazety. Podczas przygotowań do występu Tadeusz dopingował do działania, a dla niego ważne były oczywiście tylko konkrety.
− Mówcie, co jeszcze mam zrobić − powtarzał, a innym razem zaskoczył bezpośrednim pytaniem:
– Dlaczego nie chcecie ode mnie żadnych pieniędzy? Przecież też muszę coś dołożyć na tak wielką okazję!
Tak to wtedy wyglądało. Dzięki takim właśnie postawom sprawy posuwały się do przodu i w efekcie mogło w naszym mieście dojść do skutku piękne wydarzenie − zimowe widowisko plenerowe „Droga ku Niepodległości” z udziałem około 400 wykonawców.
Tadeusz! – Dziękuję!

Nie przypominam sobie sprawy niezałatwionej

Przychodziłem do drukarni w wielu sprawach. Zaczęło się chyba od długo oczekiwanego IX tomu „Ziemi Kujawskiej” − wtedy rozmowy toczyły się jeszcze przy ul. Księdza Jaśkowskiego.  Zamawiałem różnego rodzaju wydawnictwa − naukowe, popularne, szkolne, jednodniówki, biuletyny Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum Jana Kasprowicza. Zabrałoby się co najmniej kilkadziesiąt pozycji. Te najbardziej pamiętne to „Inowrocławski słownik biograficzny”, album „Po prostu Inowrocław”, „Strzępy wspomnień Zawiszy” Wacława Szewielińskiego oraz słownik biograficzny wychowanków „Kasprowicza”. Niekiedy trzeba było negocjować, a jak te negocjacje wyglądały − można się domyślać. Zawsze jednak dochodziliśmy do porozumienia. Kiedyś przekonywałem go o wartości naukowej opracowania prof. Sławomira Jóźwiaka poświęconego szpiegom krzyżackim. Odpowiedział krótko:
− Skoro mówisz, że to rzeczywiście wartościowa pozycja, nie mam wątpliwości, że tak właśnie jest. Musi się ukazać i koniec. Wchodzę w to także jako wydawca.
Oczywiście, wszelkie negocjacje mają to do siebie, że trzeba też coś zaoferować od siebie. Nigdy nie odmawiałem więc, gdy trzeba było zrobić jakąś korektę czy redakcję, albo oprowadzić gości Pozkalu po mieście. Zrodził się taki zdrowy koleżeński układ, który przetrwał próbę czasu i pozostawał aktualny przez dobre trzy dekady.

Wokół najważniejszego samorządowego wyróżnienia

Honorowe Obywatelstwo Inowrocławia to wielka sprawa i wyjątkowy zaszczyt. Najpierw trzeba wyrazić zgodę na przyjęcie tytułu, potem następuje głosowanie radnych i tutaj trzeba być przygotowanym na wszystko. Ten honor wymaga odpowiedzialności i szczególnego ważenia słów i czynów, gdyż pewnych rzeczy po prostu nie wypada. A życie toczy się dalej i nie sposób się z niego wyłączyć, zejść na margines. Tadeusz należał do tych osób, które popierały moją kandydaturę, a później dawał temu wyraz przy różnorakich okazjach, podnosząc często rangę samego tytułu. Gdy już wiedział, że zapadła decyzja o wyróżnieniu i jego honorowym obywatelstwem, poprosił mnie o rozmowę. Pozostanę przy stwierdzeniu, że porozmawialiśmy rzeczywiście szczerze. Znacznie wcześniej jako prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Inowrocławia zgłosił propozycję napisania specjalnej publikacji o wszystkich honorowych obywatelach naszego miasta. Za książkę zabrało się Polskie Towarzystwo Historyczne. Powstawała z wielkim mozołem, ale w końcu została pięknie wydana i Tadeusz był z niej prawdziwie dumny, nie mając żalu, że jego samego nie zdążono już odpowiednio opisać. Choćby tylko z tego ostatniego powodu dobrze się stało, że powstało to oto wydawnictwo, w którym ukazuje się niniejsze wspomnienie.

Ostatnie dzieło

Drzwi Jubileuszowe do fary to przedsięwzięcie stosunkowo drogie, przynajmniej jak na warunki inowrocławskie. Grubo ponad 200 tysięcy. Piotr Jóźwiak sformował mający czuwać nad wszystkim kilkuosobowy zespół, którego jednym z filarów był oczywiście Tadeusz Chęsy. On, jako znany przedsiębiorca, społecznik i Honorowy Obywatel Inowrocławia dodawał nam odwagi i nadziei, że wielkie dzieło uda się doprowadzić do końca. Jak zwykle dopingował i ponaglał, choć wyrzeźbienie siedmiu kwater wypełnionych mnóstwem różnego rodzaju szczegółów było dla Andrzeja Prokopiuka poważnym wyzwaniem i wymagało czasu. Ale Tadeusz taki już był − nie lubił odległych terminów i przedłużających się przedsięwzięć. Zupełnie jakby przeczuwał, że może nie doczekać finału. Gdy Go zabrakło, ze zdwojonym wysiłkiem wzięliśmy się do roboty. Drzwi powstały i wierzymy, że Tadeusz z zadowoleniem patrzył z góry na uroczyste poświęcenie dzieła.  

Taki był…

Jak w miarę wiernie i obiektywnie ukazać postać Tadeusza Chęsego? Czy to w ogóle możliwe? Z całą pewnością był nietuzinkowym człowiekiem czynu, prezentującym zawsze postawę otwartą, nastawioną na „tak”. Mocno dzielące Polaków różnice światopoglądowe czy polityczne nie stanowiły dla niego żadnej przeszkody, by współpracować i wspólnie zrobić coś dobrego. Bywał czasami emocjonalny, nawet wybuchowy, ale szybko potrafił ochłonąć i wracać do normy. Nie widać było u niego uporu. Umiał zmieniać własne decyzje, gdyż przyjmował i analizował argumenty, a to w dzisiejszych czasach, w których o ludzkich postawach decyduje medialna propaganda, nie jest zjawiskiem częstym. Tadeusz pozostawał  otwarty na ludzi, chłonny wszelkich nowości. Lubił, gdy go dostrzegano, gdy spotykały go wyróżnienia, ale przy tym nie wynosił się ponad innych i nikomu niczego nie zazdrościł. Cenił historię, choć nie kreował się na znawcę przeszłości. Dla pamięci historycznej zrobił więcej niż niejeden zawodowy historyk. No i kochał muzykę, o czym może nie wszyscy wiedzieli. On naprawdę nie chodził na koncerty tylko dlatego, żeby się pokazać.

Edmund Mikołajczak, Honorowy Obywatel Miasta Inowrocławia