Dorota i Jarek Bassa

Po prostu niesamowity

Trudno jest pisać o Tadeuszu jak o osobie zmarłej, jednocześnie wspominając Go i słysząc jego głos w uszach. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć o Tadeuszu, że był mocnym  i wspaniałym filarem całej rodziny. Był Prezesem nie tylko w swoich zakładach pracy (Drukarni Pozkal, Uzdrowisku Solanki) ale także poważanym prezesem w naszych rodzinach. Był człowiekiem nietuzinkowym o wielkim sercu,  o ogromnej empatii, a energią życiową mógłby obdarować nie jedną osobę. Był dla nas jak latarnia morska dla żeglarzy na morzu.

W przypadku życiowych burz zawsze można było na Niego liczyć. Jedną z takich sytuacji, która utkwiła mi doskonale w pamięci, była utrata pracy przez mojego męża. Miało to miejsce 30 lat temu, byliśmy wtedy młodym małżeństwem z dwójką małych dzieci. To wydarzenie było dla nas ogromnym obciążeniem zarówno finansowym jak i psychicznym. Kiedy wuja Tadeusz dowiedział się o tym (chociaż sami, jemu o tym nie mówiliśmy), to natychmiast przyszedł do nas w odwiedziny z propozycją pracy dla mojego męża. I tym sposobem mąż pracuje w drukarni do dnia dzisiejszego.

Wuja zawsze wyciągał pomocną dłoń do osób w potrzebie, często zanim jeszcze został o to poproszony. Jednak przede wszystkim nie oczekiwał niczego w zamian. Był dla nas jak bufor bezpieczeństwa. Był urodzonym przywódcą, liderem o wielkim sercu, ciekawym świata. Kochał kulturę i potrafił się nią z nami dzielić. Był organizatorem koncertów muzycznych w Teatrze Miejskim w Inowrocławiu dla rodziny i pracowników. Na początku dziwiliśmy się co to za pomysł  spotkań w teatrze? Jednak z czasem przywykliśmy to tego typu spotkań i wyczekiwaliśmy ich z entuzjazmem.

Niezapomniane dla nas pozostaną również wyjazdy integracyjne dla pracowników drukarni na prywatną działkę letniskową wuja Tadeusza. Główną atrakcję stanowił obowiązkowy mecz siatkówki oraz pyszne dania z grilla.

Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia był także zarezerwowany zawsze na spotkanie rodzinne przy świątecznym stole w domu wuja Tadeusza i cioci Ewy. Punktem kulminacyjnym tego spotkania było wspólne śpiewanie kolęd i tego momentu nie można było przegapić.

Wuja Tadeusz mobilizował wszystkich do działania, nie lubił stagnacji, kochał życie, nie tracił chęci poznawania wszystkiego co dało się poznać. Był człowiekiem, który pierwszy wstawał i ostatni kładł się spać. Był po prostu niesamowity!

Dorota i Jarek Bassa