Tadeusz Bogusz

TADEUSZ CHĘSY W INOFAMIE I PAMIĘCI KOLEGÓW

Każdy człowiek pozostawia po sobie ślady swojego bytu na matce ziemi, materialne i duchowe, będące obrazem jego życiowej aktywności. Te materialne wydają się trwalsze, bo łatwiej zapisać je wzrokiem, te duchowe bardziej ulotne, gdyż by pozostały w pamięci musimy uruchomić wyobraźnię. Ludzka pamięć ma jednak niebywałą pojemność i do tego selektywną, potrafi rozróżnić wagę faktów i te istotne nosić latami. Po tych, którzy odeszli, zostają także zapisy ich śladów i od tych pragnę rozpocząć wspomnienie o koledze Tadeuszu Chęsym.

Tadeusz trafił do Fabryki Maszyn Rolniczych „Agromet-Inofama” (taką nazwę nosiła wówczas fabryka) w lutym 1972 roku. Zatrudniony został jako starszy mechanik w Dziale Energo-Mechanicznym. Był wtedy technikiem mechanikiem po kilkuletniej praktyce zawodowej w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Transportu i Sprzętu Budowlanego w  Bydgoszczy, a po założeniu rodziny − w jego oddziale w Inowrocławiu. Odpowiadał za stan techniczny środków transportu i maszyn roboczych. Czym była „Inofama” dla technika Chęsego? Nowym wielkim zakładem dobrze zorganizowanym, gdzie wszystko było na miejscu, w odróżnieniu od „Transbudu”, w którym stanowiska pracy były rozrzucone w terenie.

Należy dodać, że Tadeusz trafił na ciekawy okres intensywnego rozwój potencjału wytwórczego i programu produkcyjnego zakładu. Był to początek czasów Gierka znaczony wielkimi inwestycjami w przemyśle: motoryzacyjnym, maszyn rolniczych i ciągników. „Inofama” była producentem całej szerokiej gamy sprzętu związanego z przygotowaniem pasz dla trzody chlewnej, żeby wymienić parniki, kolumny parnikowe, zespoły sieczkarni do zbioru zielonek, zbiorniki do wody i gnojówki, zespoły suszarni zielonek i ziemniaków. Zatrudniała ponad 1500 osób, posiadała Przyzakładową Szkołę Zawodową, dysponowała zasobem maszyn i urządzeń pozwalających na realizację wielu procesów technologicznych z zakresu: obróbki skrawaniem, tłocznictwa, spawalnictwa, zgrzewania oraz − co stanowiło ewenement w skali krajowej − cynkowania ogniowego. Jak wiadomo, sprawność środków technicznych jest gwarancją niezakłóconej realizacji tych procesów.

Tadeusz jest specjalistą w dziale, który czuwa nad sprawnością tych urządzeń. Śledząc Jego dokumenty osobowe widzimy, że oceniano go pozytywnie, gdyż po roku awansuje na stanowisko kierownika Wydziału Remontowego. Cieszy się pozytywną opinią szefa działu inż. Jana Paprzyckiego i wpada w oko naczelnemu dyrektorowi inż. Jerzemu Wiśniosowi. Należy tutaj dodać, że Tadeusz znalazł wspólny język ze starymi doświadczonymi pracownikami, takimi jak: Marian Panert, Kostek Kaszubowski z nadzoru, ślusarze remontowi − Domański, Kazimierczak, Łuba. A to nie było wcale takie łatwe, gdyż pod względem wiekowym dzieliło ich całe pokolenie. Tadeusz kontynuuje rozpoczęte jeszcze w poprzedniej firmie studia inżynierskie na Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy. Jego koledzy z tego okresu wspólnej nauki − Antoni Koszański, Bogdan Szczepański, Piotr Stejter wspominają atmosferę koleżeńskiej współpracy, wzajemnego wspierania się. Ci dwaj pierwsi, pracujący jako konstruktorzy, nieśli Tadeuszowi pomoc w projektowaniu, on zaś wyręczał ich szczególnie w sprawach − jak to sami określają − kontaktów z wykładowcami. Tadeusza już wtedy cechowała wyjątkowa aktywność, nie tylko na swoim odcinku pracy. Miałem okazję spotykać się z Nim na zebraniach zakładowego koła Stowarzyszenia Inżynierów Polskich, któremu przewodniczyłem, a także na posiedzeniach Zakładowej Komisji Oceny Wniosków Racjonalizatorskich, gdzie zasiadałem jako główny konstruktor. Pamiętam, że Tadeusz był autorem lub współautorem wielu wniosków innowacyjnych. Aktywna postawa jednała uznanie otoczenia, szczególnie przełożonych, co miało wpływ na częste awanse w zakładowej hierarchii. I tak, w 1974 roku awansuje dwukrotnie na Wydziale Montażu, by w kolejnym roku po ukończeniu studiów na bydgoskiej ATR − już jako inżynier − objąć stanowisko Kierownika Wydziału Ocynkowni. Kilka miesięcy później zostaje szefem nowej ocynkowni wyposażonej w najnowocześniejsze w tamtym czasie w kraju urządzenia techniczne francuskiej firmy „Galvacentre”. W międzyczasie odbywa praktykę w podobnej ocynkowni we Francji. Dochodzi więc na szczyty, zarządzając jednym z najważniejszych odcinków produkcyjnych zakładu.

Nowa technika nie zawsze jednak jest posłuszna, tym bardziej że oczekiwania w stosunku do niej przerastają niekiedy założenia i możliwości, a i podejście personelu obsługi czasem nie sprzyja powodzeniu. Przekonał się o tym nasz bohater. Dyscyplinowanie obsługi powodowało milczący opór, kary zaś przynosiły odwrotny do zamierzonego skutek. Tadeusz, który przez lata miał dobre notowania u dyrektora Wiśniosa, zaczął wchodzić z nim w spory, różniąc się z nim w ocenie przyczyn niepowodzeń. W takich warunkach trudno więc było myśleć o dalszej współpracy. W lutym 1977 roku Tadeusz Chęsy złożył rezygnację ze stanowiska Kierownika Wydziału Ocynkowni w „Agromet-lnofama”, wnioskując rozwiązanie umowy o pracę z jednoczesną prośbą o przejście do Drukarni Zakładu Wydawnictw CRS w Inowrocławiu za porozumieniem stron. Rozwiązanie umowy nastąpiło z dniem 28 lutego 1977 roku. Tak zakończyła się przygoda kolegi Tadeusza Chęsego z „Inofamą”!

Mimo takiego, jak wyżej opisałem, trybu rozstania się z zakładem, Tadeusz zawsze podkreślał, iż zawodowo bardzo wiele zawdzięczał „Inofamie”, gdzie zdobył wiedzę i doświadczenie, które później pozwoliło mu tak wiele osiągnąć. To była dla mnie wielka szkoła życia − mawiał! Tadeusz nie opuścił żadnego spotkania pracowników służb technicznych „Inofamy”, które organizowałem począwszy od 2003 roku, czasem nawet dwa razy w roku. Były to chwile wspomnień o wspólnych i niezapomnianych przeżyciach zawodowych w minionych, nie zawsze obiektywnie ocenianych czasach. Wielu wspólnych kolegów ze łzą w oku wzdycha, że zeszłej wiosny nie doszło do takiego spotkania z uwagi na epidemię.  Szkoda, bo z Tadeuszem możemy się teraz spotkać już co najwyżej po drugiej stronie! Dzisiaj, gdy szukałem w „Inofamie” osób, które Go pamiętały, odnalazłem już niewielu. Teraz już inne pokolenie pisze historię firmy. Wielu interesujących się bieżącym życiem dobrze jednak wie, jak dużo Tadeusz Chęsy osiągnął w Pozkalu oraz ile dał naszemu miastu materialnie i duchowo.

Jaki wpływ na to rozwinięcie skrzydeł miała praca w „Inofamie”? On zawsze podkreślał, że duże. Tacy ludzie jak dyrektorzy Stanisław Jaskuła czy Karol Walczak, z którymi długo jeszcze pielęgnował kontakty, niewątpliwie wpłynęli na Jego horyzonty. Nieśmiało przyznaję, że i ja nawiązałem koleżeńskie kontakty z Tadeuszem już po Jego i moim rozstaniu się z fabryką, którą tak jak i On szanuję i darzę sympatią począwszy od czasów nauki w Technikum Mechanicznym w latach 50-tych.

Nasze kontakty były sporadyczne − przyjacielskie, bez zobowiązań. Dzieliliśmy się spostrzeżeniami dotyczącymi życia społecznego, gospodarczego, także i politycznego. Podziwiałem Jego organizację życia, szczodrość i bezinteresowność oraz służbę na rzecz miasta Inowrocławia. Z wielkim bólem przyjąłem wiadomość o Jego przedwczesnym odejściu.

A tuż po pogrzebie zapisałem takie refleksje:

Tadeuszu człowieku nie z tego świata
W którym pieniądz rządzi wszystkim
Jak samarytanin jak brat „lata”
Dla wszystkich jesteś bliskim!
Obce Ci były zaszczyty sława,
Splendor odznaczeń, poklask ulicy,
Pomagać słabym to Twoja sprawa
Na wdzięczność nigdy nie liczysz.
Wszak w „Inofamie” Kolego Drogi
Po zawodowe sięgałeś ostrogi,
Później jak burza w nowe czasy
Z życiem się wziąłeś na dobre w zapasy.
I tych ratujesz co przędą marnie
Stare Uzdrowisko i Drukarnię
Nie dla potomnych kabzę zbijać
Lecz je ratować dalej rozwijać,
Już jako „Pozkal” i „Solanki”
Z innymi też stawałeś w szranki,
Daniną dla kultury i dla szpitala w szkole,
Ludziom, starym pomnikom na cokole!
Dla dzieci z kraju i bratniej Litwy
Książką do polskiej mowy i modlitwy.
Tu przeżywałeś swe dni szczęśliwe
Niosąc swą pomoc i inicjatywę.
Za te zasługi i mrówczą pracę
Za wielkie serce za ducha hart
Wielkich honorów miasta Tyś wart!
Pamięć zostanie w pokoleniach
Ludzi, drzew, murach i kamieniach
I trwać będzie wieki Tadeuszu,
Że żadne burze jej nie skruszą.

Tadeusz Bogusz – kolega i przyjaciel